
Niby zapowiadał się jak każdy inny. Wpierw wstaliśmy sobie rano, ale żabka nadal chora...
...wyskoczyłem więc z Aurynkiem na spacer i zakupy na poranne śniadanko:)
Naszego małego puchatka podrzuciłem na moment do Mami Jeanee. Wyskoczyłem do sklepu. Jeanee pokierowała mnie przez telefon, żebym Jej kupił rzeczy na naleśniki na śniadanko, bo pewnie one Jej poprawią samopoczucie.
Potem z zakupami podskoczyłem do Mami Jeanee, by zabrać Aurynka, ale okazało się że w tym czasie Jeanee poprosiła Mami, by ta kupiła jej surowce do magicznego wywaru leczniczego Bum bum cyk cyk.
Więc poczekałem chwilkę i po powrocie Mami, dostałem wszystkie potrzebne składniki, oraz chlebek i parówki, kiełbaski.
Wróciłem do domku i jak się zapewne domyślacie, Jeanee zjadła zamiast naleśników kanapki...
...przygotowaliśmy też magiczny napój.
Potem pogoda zrobiła się do bani,... kto wymyślił śnieg? No KTO wymyślił śnieg? Zmuszę go do zjedzenia składników magicznego wywaru! (cytrynki, cebulki i z kilogram cukru chyba).
No więc siedze sobie teraz, piszę do Was post... za oknem jest ciemno, a przed chwilką dzwoniła Mami Jeanee i powiedziała, że w naszym autku... z tylnego lewego koła zeszło powietrze.
Hmm, romantyczny wieczór na wulkanizacji mnie czeka.
Do usłyszenia!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz