
Coraz częściej myślę, o tym co czuje para młoda wchodząc do kościoła, co czuje Pan młody. 13 czerwca tego roku, przekonam się o tym jak to jest wchodzić do wielkiej sali, pełnej ludzi...., którzy mają wzrok skierowany w naszą stronę. Jak to jest być w centrum uwagi, a nie być obserwatorem. Tym razem, reportaż będzie powierzony innym osobom. Jak tu ufać komuś, że sfotografuje moje emocje w taki sposób, w jaki sam bym chciał być sfotografowany..., albo najlepiej.... jeszcze lepiej!
Kiedy fotografuję, to wczuwam się w panującą atmosferę, w emocje ludzi, którzy spoglądają w tym momencie w kierunku wejścia do sali kościelnej. Wsłuchuje się w otaczającą mnie muzykę... i po przez magię takiej uroczystości, nagle staje się tego częścią, wszystko dzieje się w spowolnionym tempie, mam czas by robić ujęcia takie, jakie chciałbym, na jakie pozwalają mi otaczające mnie warunki.
Ale jak to jest, kiedy jest się po drugiej stronie? Jak bardzo zjada człowieka trema... "Czy wszystko się uda?", czy wtedy słyszy się muzykę? Czy widzi się twarze najbliższych, czy też widzi się tylko cel, który stoi dokładnie po przeciwnym końcu dywanu po którym stąpam nogami?
Kiedy fotografuję i mija mnie para młoda, widzę ich twarze pełne emocji. Ale czy oni tak naprawdę mnie widzą? Czy mają czas degustować się tym momentem, stworzonym przez nich, dla nich?
Ceremonia kościelna dla ludzi, którzy szukali się przez całe życie jest niezwykła. Uroczystość ma wymiar poza materialny, nie można jej dotkąć. Dwoje zakochanych, którzy po przez odpowiednio wypowiedziane słowa, w godnym miejscu i wśród najbliższych,.. chcą przekazać sobie jak bardzo są szczęśliwi, "że się mają" i jak bardzo pragną, by to szczęście trwało wiecznie, by było ich wyłącznym darem...
Kiedy człowiek pierwszy raz układa puzzle, czy też kostkę rubika i uda mu się,... to czuje że udało mu się poskładać te wszystkie kawałki w całość i jak mniemam, para w tym momencie czuje dokładnie to samo.
Jak to wszystko poukładać, tyle rzeczy załatwiamy o tylu sprawach musimy pamiętać, by ten jeden moment mimo ograniczonych funduszy, miał kształt godny naszej miłosci.
Po dwóch miesiącach znajomości z Jeanee, byłem pewny że chce z nią dzielić i radości i smutki całego mojego, naszego życia, już wtedy wyobrażałem sobie moment naszego ślubu, a zakładając 13 stycznia 2006 roku pierścionek na Jej palcu, czułem że jest to najbardziej wyjątkowa chwila mojego dotychczasowego życia. Dwa miesiące wystarczyły mi by być pewnym i planować zaręczyny, a ślub planujemy już od taaak dawna. A trwa tak krótko. To wariactwo;),...
,...ale jak piękne wariactwo?
Już nie mogę się doczekać momentu, kiedy przekonam się co czuję się wchodząc w tym magicznym dniu do kościoła.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz